Relaksu ciag dalszy. Zbieramy sobie muszelki (jest ich tutaj cale mnostwo) i podziwiamy widoki:) Tylko tutejsze ceny nam troche psuja humor. Ale przeciez nie mozna miec wszystkiego. Wieczorem udajemy sie w poszukiwaniu dobrych owocow morza. Zazcepiane co chwile przez ulicznych sprzedawcow, oferujacech "magic mashrooms" trafiamy w koncu do Scallywags, gdzie serwuja wszystko czego dusza zapragnie. Tego wieczoru istne szalenstwo, niczego sobie nie odmawiamy (hmm..tak jakbysmy kiedys sobie czegos odmawialy), w koncu raz sie zyje:)
Mila niespodzianka na koniec wieczoru jest nieoczekiwane spotkanie Rebeci i Lindy (Niemki poznane w Jakarcie). Doslownie wpadamy na siebie na ulicy. Nie pozostaje nic innego jak uczcic spotkanie zimnym Bintangiem!